piątek, 24 października 2014

Lose Your Mind część 1

Opis: Miasto w którym mieszka Harry Styles jest zawsze pod znakiem zapytania. Niewyjaśnione morderstwa, zaginięcia, szpital psychiatryczny, seryjni mordercy. Mieszkańcy żyją w ciągłym strachu przed schizofrenicznym opętaniem. Harry doznaje dziwnych snów, dziwnych myśli, dziwnych ataków paniki.

Uwaga: Nie lubię mieszać ale tu przez jeden moment pojawia się Narry (Harry+Niall). Dodatkowo chcę zaznaczyć, że ''Lose Your Mind'' jest zaplanowany na więcej części.

Miłego czytania!


*Harry*
Od niedawna w gazecie czy w jakichkolwiek mediach podaje się, że znów ludzie znikają w niewyjaśnionych okolicznościach. Bałem się o siebie, o swoją rodzinę oraz o moich przyjaciół. Właśnie szedłem z Niall'em Horan'em. Był piątek, niedługo powinniśmy zakończyć lekcje... na szczęście. Nagle poczułem wibracje w telefonie. Chwyciłem komórkę i odczytałem sms'a. W jednej chwili czułem jakby moje serce się zatrzymało.
-Co się stało?-Spytał Niall podchodząc do mnie i próbując zajrzeć mi w ekran. Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na Irlandczyka.
-To od mojej mamy...o...okazało się...chyba porwali mojego ojca...jechał do pracy i ktoś znalazł jego samochód przy drodze...pusty. - ledwo co mogłem oddychać. Czułem jakby moje płuca zalewały się wodą. Drżąca ręką schowałem telefon do kieszeni jeansów. Nie mogłem wziąć oddechu. Zacząłem się dusić.
-Harry...spokojnie....policja go znajdzie. - mówił lekko zdenerwowany blondyn. Słyszałem go jakby spod wody. Dookoła ludzie rozmawiali i śmiali się.
-Harry? Co się dzieje?- spytał zdenerwowany Niall. Zdołałem jedynie wykrztusić
-Chyba mam atak paniki. - i skręciłem w prawo biegnąc do łazienki. Upadłem na kolana w i starałem się oddychać. Niall ukucnął obok mnie i złapał za ramiona, mocno mną potrząsając.
-Styles weź się w garść. Myśl o czymś przyjemnym. -wydawało się, że Nialler krzyczy. Chyba jedynie w mojej głowie jego głos był tak przerażający.
-O czym mam myśleć?-Spytałem. Ledwo łapałem oddech. Prawie krztusiłem się z braku powietrza.
-Spokojne rzeczy...przyjaciele...Louis...- spojrzałem na niego z mordem w oczach. Na wzmiankę o naszym przyjacielu Louisie Tomllinsonie aż serce skręcało mi się z bólu.
-Okej...o Lou nie. Dobra Hazz spróbuj spowolnić oddech! - krzyknął blondyn, wpadając na ''genialny'' pomysł. Zacisnąłem dłonie materiale swojej koszulki. To tak bardzo bolało. Czułem jakby moje płuca były rozrywane.
-Nie mogę, nie mogę Niall! - krzyczałem. Do moich oczu napłynęły łzy. Nie chce się udusić. Irlandczyk chwycił moją twarz w dłonie i coś mówił, ale ja go już prawie nie słyszałem. Nagle jego wargi dotknęły moich. To było coś innego niż dotychczas. Oczywiście kiedyś całowałem już Nialla, ale był to zwykły, głupi żart. Jego wargi były ciepłe, miękkie. Był to zwykły pocałunek, trwający zaledwie chwilę. Odsunął się na parę centymetrów ode mnie. Wziąłem głęboki oddech. Uśmiechnąłem się do niego, a mój głos lekko drżał.
-Dlaczego to zrobiłeś? - dopiero po chwili zdałem sobie sprawę jak bardzo mam zachrypnięty głos. Horan uśmiechnął się i powiedział spokojnie.
-Ja...kiedyś czytałem...że kiedy wstrzymasz oddech powstrzyma to atak paniki...więc kiedy cię pocałowałem, wstrzymałeś oddech...przepraszam Harry - wydawał się naprawdę poruszony tym, co zrobił. Parę łez wypłynęło spod moich powiek. To tak jakbym płakał ze szczęścia, ale i z poprzedniego strachu o swoje życie.
-Dzięki...to było świetne...jednak jesteś inteligentny - poklepałem go po ramieniu a, ten przyjacielsko mnie przytulił.
-Chodź Harry...poszukamy reszty, a po lekcjach odprowadzimy cię do domu. Okej? - spytał chłopak, wstając i wyciągając do mnie rękę. Uśmiechnąłem się i uścisnąłem jego dłoń wstając. Mój telefon zaczął ponownie wibrować. Wyciągnąłem go z kieszeni wychodząc z łazienki. Niall wyrwał mi smartfona z dłoni i odebrał połączenie.
-Hallo? Tak...już daję... - jego głos zadrżał. Przełknąłem cicho ślinę czując, jak wielka gula rosła mi w gardle. Niall wręczył mi komórkę i rzucił ciche ''To policja''.
-Ha...hallo? - skierowałem się w stronę wyjścia ze szkoły, chcąc zmniejszyć hałas, żeby móc coś słyszeć.
-Harry. Nazywam się Daniel Snow. Jestem zastępcą szeryfa. Chciałbym, żebyś zjawił się na komendzie. Mamy parę pytań wobec twojego zaginionego ojca. Czy to nie problem? - głos mężczyzny był dość basowy. Wydawał się groźny jednak stanowczy.
-Ta...tak zjawię się dziś...mógłbym nawet teraz - miałem gdzieś ostatnie dwie lekcje. Ojciec jest dla mnie ważniejszy. Policjant zgodził się na to i rozłączył. Niall chciał iść ze mną, ale mu nie pozwoliłem. Zadzwoniłem jeszcze do mamy, żeby po mnie przyjechała. Razem mieliśmy pojechać na komendę. Czekałem przed szkołą, czując delikatny wiatr na skórze. Kiedy moja rodzicielka w końcu podjechała pod szkołę poczułem szybsze bicie serca. Stresowałem się, wręcz bałem. ''Przecież policja chce zadać ci tylko kilka pytań'' Uspokajałem się w myślach. Podróż spod szkoły na komisariat wydawała mi się bardzo długa. Niczym parogodzinna jazda. Wysiadłem z auta czując, że moje nogi uginały się pod ciężarem mojego ciała. Mama złapała mnie za rękę i weszliśmy przez duże, szklane drzwi do budynku policji. Wnętrze było bardzo ładne. Elementy drewniane i marmurowe... coś pięknego. W progu jednej z sal stał wysoki policjant. Miał srebrną odznakę, a pod spodem na małej plakietce widniał napis ''DANIEL SNOW''.
-Witam państwa Stylesów. Proszę za mną - przywitał się z delikatnym uśmiechem i zaprowadził nas przed jakieś drzwi - Harry, chciałbym żebyś ty wszedł pierwszy. Przesłucham cię w obecności psychologa, nic się nie bój, będzie dobrze okej?-Spytał otwierając drzwi do sali gdzie znajdowały się jakieś krzesła. Kiwnąłem głową, przytuliłem mamę i biorąc ostatni wdech wszedłem do sali. Na jednym krześle siedziała jakaś starsza kobieta. Obwieszona różnymi wisiorkami i talizmanami. Za pewne pani psycholog była Indianką co było u nas dość często widywane.
-Usiądź Harry, zadamy ci parę pytań-Powiedział Daniel wskazując mi siedzenie. Usiadłem na dość wygodnym krześle i rozejrzałem się po sali. Panował w niej pół mrok, żaluzje na oknach były zaciągnięte. Panowała nie zbyt miła atmosfera.
-Wiesz może czy twój ojciec miał z kimś kłopoty?-Spytał policjant. Pokręciłem przecząco głową. Snow znów zadał pytanie-Może ktoś mu groził kiedyś?
-Nie...tata był lubiany w pracy i przez sąsiadów-Wyjaśniłem czując się trochę nieswojo. Ostatnio miałem takie ''przesłuchanie'' u dyrektora kiedy to podobno zbiłem gablotę z pucharami szkolnymi.
-No dobrze...spróbuj sobie przypomnieć czy ktoś nie kręcił się koło waszego domu? Nie słyszałeś częstych telefonów? Na pewno nikt nie wydawał się podejrzany?-Daniel nie był jednak przyjaźnie nastawiony. Teraz był dość oschły, nie lubiłem tego typu głosu czy zachowania. Poczułem, że do moich oczu napływają łzy. Schowałem twarz w dłoniach i wyjęczałem.
-Na prawdę nie pamiętam nic!-Mój głos potoczył się po sali i wrócił do moich uszu. Zakrztusiłem się łzami. Usłyszałem ciche odchrząknięcie, spojrzałem na panią psycholog, która uśmiechała się delikatnie w moim kierunku. Podała mi chusteczkę. Wydmuchałem nos i wytarłem oczy.
-Daniel nie naciskaj na chłopca, jest przestraszony do tego nie wiadomo co z jego ojcem. Harry może mieć zablokowany umysł przez to straszne wydarzenie z jego tatą-Głos Indianki był delikatny, opiekuńczy pełen spokoju. Cieszyłem się, że tu jest.
-A więc co proponujesz?-Spytał zastępca szeryfa przeczesując swoje ciemne, delikatnie kręcone włosy.
-Hipnoza pozwala ludziom dotrzeć do ich najgłębiej skrywanych myśli-Wyjaśniła z uśmiechem. Przeszukała skórzaną torbę w bordowym kolorze i wyjęła telefon-Mój kolega James zajmuje się właśnie tą dziedziną, mogę do niego zadzwonić.
-Pójdę po papiery uprawniające nas do wykonania tego na Harrym...jego mama musi się jeszcze zgodzić-Popatrzył na mnie a z jego oczu nie potrafiłem nic wyczytać. Mimika twarzy też nic nie zwracała. Wydawał się być tym wszystkim znudzony. Kiwnąłem głową nie bardzo wiedząc co mam zrobić. Oboje wyszli a po paru minutach do sali weszła moja rodzicielka. Przytuliła mnie, miała zapuchnięte oczy. Płakała, to było oczywiste, też miałem ochotę dać puścić emocjom.
-Pani Martin...psycholog...zadzwoniła do hipnotyzera, on pomoże ci przypomnieć sobie niektóre rzeczy, o których nawet ja mogłam nie wiedzieć-Głos jej drżał niczym struny gitary. Usta posiniały, dolna warga trzęsła się lekko. Przytuliłem ją mocniej.
-Mamo wszystko będzie dobrze-Powiedziałem prawie szeptem a głos mi się załamał. Sam nie wiedziałem co mówię, to chyba odruch, żeby pocieszać ludzi. Nagle do pomieszczenia weszła pani psycholog.
-Harry profesor Brad będzie za 20 minut. Chciałabym, żeby twoja mama wyszła i poczekała na zewnątrz jeśli to nie problem-Zakomunikowała opuszczając pokój. Mama pocałowała mnie w czoło, uśmiechnęła się delikatnie i wyszła. Zostałem sam, czułem w sumie ulgę. Chciało mi się płakać i nawet nie zauważyłem kiedy łzy same spływały mi po policzkach. Usłyszałem pukanie do drzwi a po chwili do sali wszedł mężczyzna. Ubrany w czarne spodnie i granatowy golf. Z zakolami blond włosów z mocnymi rysami twarzy  i bystrymi zielonymi oczami.
-Witaj Harry nazywam się James Brad i moim zadaniem jest pomóc ci w przypomnieniu sobie ważnych dla nas kwestii-Jego głos był senny, taki spokojny i czuły. Kiwnąłem głową a ten położył jakąś walizkę na jednym z krzeseł. Wyciągnął z niej świecę, kadzidła, notes, zegar oraz długopis.
-Dobrze teraz porozstawiam zapalone kadzidła. Wbrew pozorom to ważny aspekt każdego transu. Następnie spróbuję wprowadzić się właśnie w stan transu, chcę dotrzeć do twojej podświadomości. Obiecuję chłopcze, że wszystko będzie dobrze-Uśmiechnął się na koniec i wstał zapalając kadzidła i stawiał je na podłodze w małych flakonikach. Do moich nozdrzy dobiegł kwiatowy zapach. Róże, lilie, orchideę, dość ładne zapachy. Mężczyzna usiadł naprzeciw mnie i kazał wygodnie oprzeć się na krześle. Zrobiłem co kazał. Wyjął z walizki złoty zegar. Zawieszony na tego samego koloru grubym łańcuchu.
-Czy to na prawdę działa?-Spytałem wskazując na przedmiot. James wyjaśnił, że zegar jest po to, żeby się skupić, jest punktem naszego położenia myśli.
-Dobrze Harry skup się na moim głosie-Zaczął mówić tak jak widywało się to w filmach a jego głos był jeszcze bardziej senny, jeśli to w ogóle było możliwe. Przymknąłem oczy wsłuchując się w jego słowa. To było jakbym latał, przemierzałem kolejne półki z książkami. Nie widziałem ich tytułów. Z pewnością nawet nigdy ich nie czytałem. Wydawało mi się, że upadłem, obudziłem się w wielkiej sali. Była cała biała, przy ścianach stały regały z książkami. Pod nogami nagle wyrósł mi puchaty, czerwony dywan. Doszło więcej regałów, więcej książek. Byłem w bibliotece mojego taty. Zacząłem biec przez korytarz krzycząc jego imię. Nawoływałem go, chodź nie dawało to żadnego efektu. Nagle zmęczyłem się biegiem. Zatrzymałem opierając się o jedną półkę, zwolniłem oddech. Byłem chyba zdesperowany, ojca nigdzie nie było. Nagle coś błysnęło z mojej prawej strony. Odkręciłem głowę w tamtym kierunku i zobaczyłem lustro. Podszedłem do gładkiej tafli i przejechałem po niej dłonią. Zdziwiło mnie, że nie ma w lustrze mojego odbicia. Nagle mogłoby się wydawać, że ''drugi'' ja przyszedłem do szkła.
-Witaj Harry...a może powinienem powiedzieć witaj Ja-Usłyszałem swój głos z lustra. Staliśmy naprzeciw siebie, tacy sami, trochę zdenerwowani swoją obecnością. Hazza z tafli szkła nie wydawał mi się straszny, nie bałem się w końcu był mną. Była tylko jedna różnica, ten Styles miał całe czarne oczy. Zero źrenic, zero tęczówki, zero białek, tylko krucza czerń. Uśmiechał się delikatnie, był to dość arogancji pół uśmiech.
-Co to za miejsce?-Spytałem wręcz sam siebie lub może mojego sobowtóra. Roześmiał się patrząc mi w oczy.
-Jesteś w swojej głowie a dokładnie w bibliotece swojego ojca, sprawdź piwnicę Harry-Polecił i po chwili wręcz rozpłynął się w lustrze. Przełknąłem ślinę czując pot na czole, karku i dłoniach. Nie myśląc wiele pobiegłem w wskazaną stronę. Otworzyłem drzwi do piwnicy i chciałem zapalić światło, niestety nie działało. Wyjąłem telefon i włączyłem latarkę. Zszedłem po metalowych schodach i rozejrzałem się świecąc dookoła. To nie była piwnica taka jak w bibliotece taty. Znajdowały się tam wózki inwalidzkie, jakieś sprzęty, stare ubrania, meble. Było tam pełno pajęczyn i śmierdziało, nie podobało mi się to. Na środku stało lustro, podszedłem do niego. Był już tam jakby to określić alter Harry.
-Musisz się teraz obudzić Harry, powiedzieć o tej piwnicy...zdaję sobie sprawę, że nie wiesz gdzie jesteś ale tu jest twój tata, pomóż mu Styles...no dalej!-Krzyknął a cały świat zawirował. Poczułem szarpnięcie gdzieś w okolicach pępka i otworzyłem oczy biorąc głęboki oddech. Rozejrzałem się, byłem znów na komisariacie. Dookoła mnie stali ludzie. Mama, zastępca szeryfa, pani psycholog i hipnotyzer. Spojrzałem na zegarek wiszący naprzeciwko mnie. Chyba dość długo byłem w tym stanie. Około 4 godziny, czułem jakby to była chwila a jednak ta  chwila była czymś dłuższym.
-Harry słońce wiesz coś?!-Spytała moja rodzicielka ze łzami w oczach. Nie mogłem unormować oddechu więc wydukałem tylko.
-Piwnica! Wózki inwalidzkie, śmierć, ciemność, zimno...psychiatryk-Zakończyłem zalewając się łzami. Policjant wyszedł krzycząc, że wiedzą gdzie znajduje się mój ojciec. Zostałem z mamą, płakałem tak jak ona. Wszyscy mówili, że dobrze się spisałem. Nie mogłem zapomnieć o moim sobowtórze, nawet kiedy wróciłem do domu w głowie miałem obraz jego czarnych oczu.

3 komentarze:

  1. Według mnie, to jest świetne :D Lubię taką tematykę i nie ma prawie błędów co nie kłuje w oczy. Czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne, podoba mi się ;) ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow.
    Świetne. Zaciekawił mnie ten rozdział.
    Jak dodasz następny to pisz! :)
    -Monika.

    OdpowiedzUsuń